Endomondo

XII Międzynarodowy Ekstremalny Maraton Pieszy KIERAT 2015

mapa3

Droga do PK 9, choć liczy tylko 9 km, jest baaardzo długa. Na domiar złego baterie w czołówce, pomimo tego, że były super hiper extra long energy, praktycznie się wyczerpały, a słońce niespecjalnie garnęło się do tego, aby wyjrzeć zza horyzontu. Pomimo zmęczenia napieramy dalej, najpierw niebieskim szlakiem do asfaltu, potem na wschód po zboczu Dominicznej Góry do czarnego szlaku. Dalej czarnym szlakiem rowerowym w stronę Sołtysich Gór i PK 9 (59 km), na który docieramy chwilę przed 4 rano.

Z PK 9 zbiegamy do Iwkowej, gdzie w końcu jest na tyle jasno, że mogę zdjąć czołówkę. Odbijamy w czarny szlak rowerowy i napieramy na północ. W międzyczasie trochę pada, na szczęście przelotnie. Przy pustelni św. Urbana, gdzie znajduje się PK 10, trochę błądzimy. Przejście przez rzekę zaliczamy w bardzo stromym miejscu, co po raz pierwszy kończy się utratą przyczepności i „dupozjazdem”. Na szczęście udaje nam się wyhamować i rzekę przeskakujemy suchą nogą. Po chwili czesania lasu spotykamy zawodników, którzy wskazują nam drogę do punktu. Chwilę po 5. podbijamy PK 10 (63 km) i ruszamy pod górę w stronę zielonego szlaku. Następnie szybko zbiegamy, przecinamy asfalt i zaczynamy podchodzić na wschód w stronę PK 11. Naładowany energią słoneczną w pewnym momencie wyrywam do przodu, jednak po chwili gubię drogę i muszę czekać na Tomasza. W końcu udaje nam się odnaleźć  PK 11 (67 km), który w rzeczywistości znajduje się ciut dalej od szlaku niż nam się wydawało.

IMG_5824

Widok na jezioro Czchowskie o poranku

Jest godzina 6:10, znajdujemy się na 73. miejscu. Czując się na siłach wyrywam do przodu na drodze asfaltowej w kierunku dobrze znanej mi Wytrzyszczki – rodzinnej miejscowości mojej babci. Na PK 12 (71 km) melduję się o 6:49 i nie tracąc ani chwili biegnę dalej zielonym szlakiem w kierunku drogi asfaltowej. Samotną wędrówkę kontynuuję aż do Połomu Małego. Tam zielony szlak dziwnie znika i w momencie gdy zastanawiam się jak pójść dalej, dogania mnie 2 zawodników. Razem kierujemy się na zachód, jednak droga okazuje się być ślepa. Z pomocą przychodzi nam właścicielka działki, pozwalając przez nią przejść i wskazując dalej ścieżkę do drogi asfaltowej. Przy serpentynach, które w miarę możliwości ścinamy, spotykamy resztę zawodników i razem docieramy na PK 13 (76 km). Jest 8:06 – jestem prawie pewny, że 18 godzin uda mi się złamać, w końcu to niewiele więcej niż półmaraton, który biegam w 1:35…

Z PK 13 udaję się do miejscowości Dobrociesz, gdzie następnie drogą asfaltową podchodzę na południowy-zachód w stronę grzbietu i niebieskiego szlaku. Ostatni odcinek ścinam przez zroszone łąki, oszczędzając sporo czasu, jednak kosztem ogromnego dyskomfortu. Chwilę później spotykam Marcina, zamieniamy kilka słów, potem urywa się do przodu, odwraca głowę i przez ramię krzyczy „chodź!”. No to idę!

8720

PK 14

Razem z jego znajomymi o 9:03 dostajemy się na PK 14 (81 km). Nie tracąc czasu zwijamy się i zbiegamy w stronę miejscowości Krosna. Dalej długo asfaltem na południe przez Strzeszyce aż do Żmiącej, gdzie za kościołem wbijamy się na drogę prowadzącą w stronę góry Jaworz. O ile wcześniej liczby nie robiły na mnie wrażenia, tak teraz widząc wysokość 417 m na zegarku i 917 m na mapie, praktycznie się załamałem. Prawdę mówili panowie na PK 14, że przy tym podejściu będziemy przeklinać budowniczego trasy. A ten, jak gospodarz wesela w Kanie Galilejskiej, najlepsze wino zachował na koniec…

mapa4

O 11:01 jesteśmy na PK 15 (90 km) przy wieży widokowej. Szans na 18h nie widzę, ale nie zamierzam się poddawać. Napieram ostro za chłopakami, jednak chwilę przed szczytem Jaworz zwycięża i odpuszczam. Osamotniony postanawiam trzymać się pierwotnego planu i zejść niebieskim szlakiem do Limanowej. Niestety prawdziwe problemy dopiero się zaczęły – zmasakrowane stopy nie pozwalają na kontynuowanie wędrówki – nagromadzone  w butach igły i kamyki skutecznie wykluczyły mnie z biegu na ostatnim odcinku, który miał być szybkim przelotem z górki do mety. W okolicy góry Sałasz postanawiam usiąść na ławce i ulżyć cierpieniu wytrzepując śmieci z butów. Niestety, ze względu na ogromne odciski na piętach, ściągnięcie ich okazuje się niemożliwe do wykonania. Zaciskam więc zęby jeszcze mocniej i w miarę możliwości raz idę, raz biegnę. Gdy wszystko zaczyna się w miarę układać niespodziewanie uderzam w ścianę – niebieski szlak zaczyna prowadzić do góry. Patrzę na mapę – rzeczywiście, cholera, Miejska Góra, jak ja to mogłem przegapić… Na domiar złego wysokość na mapie nie była podana. Nie mając siły liczyć poziomic rzuciłem tylko na nie okiem i werdykt był jednoznaczny – za dużo. Tracę więc kilka minut wracając do rozdroża na skraju lasu i wybieram inną drogę. Ta ostatecznie wyrzuca mnie w Sowlinach. Słysząc od kogoś, że tak, ta droga doprowadzi mnie do Limanowej, podkręcam moje mierne tempo i resztkami sił staczam się w stronę centrum. Gdy orientuję się, gdzie jestem, spostrzegam, że na końcu drogi, którą biegnę, znajduje się ostatni X oznaczający zakaz przekraczania. W chwilowym przebłysku geniuszu udaje mi się znaleźć rozwiązanie problemu – podbiegam kawałek torami kolejowymi  i ze stacji Limanowa zbiegam już do mety.

mapa5

DSCN2079

Ostatni kilometr… – fot. Radosław Kołkowski

Ostatecznie całą trasę, wraz z bonusowymi 10. kilometrami, udało mi się ukończyć w 19 godz. 27 min., czyli prawie 5 godz. szybciej, niż rok temu. Trochę mnie pokarało za tą pewność siebie, że uda się złamać 18h. Miejsce: 67 – nie spodziewałem się, że będzie tak dobrze. Pozostaje jednak pewien niedosyt spowodowany ostatnim odcinkiem – 10km zajęło mi 2,5h, co w porównaniu z resztą trasy można nazwać tragedią :) Must have na przyszły rok – stuptuty!

IMGP4002

Szczególne podziękowania dla Tomasza, który rozwiał moje wątpliwości co do butów, pomógł przed Kieratem oraz na trasie, ciągnąc do przodu oraz świecąc swoją latarką gdy wyczerpały mi się baterie :)

11311584_833172770063360_894709144_n

Taki tam żarcik :)

2013 – 49 km – 12:35
2014 – 100 km – 24:15
2015 – 100 km – 19:27
2016 – ???

Czas pokaże :)

kierat

3 odpowiedzi do “XII Międzynarodowy Ekstremalny Maraton Pieszy KIERAT 2015

  1. Maciek

    Na blog trafiłem po oglądnięciu wczorajszych (2016) wyników. Podoba mi się! Ale czy to ładnie starszych, dalekich sąsiadów wyprzedzać ;-) ? Już drugi raz sobie obiecuję sobie, że ‚navigare’ necesse est-wczoraj niestety mój kompas był bardziej ozdobą, a czytanie mapy podstawą. Bieganie to sprawa drugorzędna. Przy okazji, jeśli jesteś zainteresowany, to mam możliwości zniżkowych zapisów (50%) na Festiwal Biegowy w Krynicy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *