Endomondo

XI MEMP Kierat

kierat
Szczegóły imprezy
100 km 30 h
Limanowa 23.05.2014
3500 m słonecznie

Tutaj wszystko się zaczęło – ubiegłoroczny, jubileuszowy, X Międzynarodowy Ekstremalny Maraton Pieszy Kierat był moją pierwszą imprezą na orientację. Wtedy się nie udało – odpadłem po przejściu niewiele ponad 60km z powodu niemożliwych do wytrzymania odcisków. Zawiodły niewygodne buty, które obcierały mnie już od pierwszych kilometrów.

Ostatni rok minął na przygotowaniach do tego ultramaratonu – mocno wkręciłem się w bieganie (ponad 1500 przebiegniętych kilometrów), zainwestowałem w lepszy sprzęt oraz, co najważniejsze – nabyłem sporo doświadczenia w innych biegach na orientację. Wszystkie te czynniki pozwalały sądzić, że magiczna bariera 20h jest w tym roku dla mnie osiągalna. Planem minimum miało być przejście w 24h. Rezygnacji nie brałem w ogóle pod uwagę – silny kondycją oraz duchem postanowiłem niczego później nie żałować i walczyć do samego końca.

Zaczynając od samych przygotowań do Kieratu i tego, co się zmieniło: na pewno stałem się o wiele lepszym nawigatorem. Pamiętam dokładnie zeszłoroczną edycję, gdzie nie sprawdziłem nawet w jakiej skali została wykonana mapa. O takich elementach jak mierzenie odległości na mapie nie było więc w ogóle mowy :) Dodatkowo praktycznie nie zwracałem uwagi na to jak prezentuje się rzeźba terenu.

Jeżeli chodzi o treningi, to poza bieganiem zdecydowanie zabrakło mi długich wycieczek w góry – miałem zamiar sumiennie się z tego przygotować, jednak czas przed Kieratem szybko zleciał i ogółem byłem może na 10 mocniejszych wypadach. Na plus wyszły na pewno ćwiczenia ogólnorozwojowe: po kilkunastu godzinach zmęczone są nie tylko nogi, ale całe ciało, dlatego warto pamiętać o tym, żeby pod tym kątem równie dobrze się przygotować :)

Co do samego sprzętu: nowy kompas! (vide akcja z poprzedniego Kieratu, kiedy po przejściu 4km „na zachód” zorientowałem się, że igła przestała się obracać :)). Zainwestowałem również w plecak do biegania (konkretniej Asics Lightweight Trail Backpack), posiadający 1,5l bukłak na wodę – sprawdził się idealnie. Czarnym koniem (dosłownie) były jednak buty: Nike Zoom Wildhorse. Ich zakup okazał się największym strzałem w dziesiątkę! Szybkoschnące, z bardzo dobrą amortyzacją, która wybaczała każdy źle postawiony krok podczas schodzenia. Dodatkowo mega wygodne, przewiewne i posiadające podeszwę terenową z gumowymi kolcami, dzięki której niesamowicie trzymały się podłoża – można powiedzieć, że „pożerały” całe błoto na trasie :) Poza tym wszystkim zabrałem ze sobą jeszcze apteczkę (folia NRC, różnego rodzaju plastry, środki przeciwbólowe itp.), czołówkę + baterie (Petzl Tikka XP 2, nawet dawała radę), komplet termoaktywów, chustę typu buff oraz kurtkę (która ostatecznie do niczego mi się nie przydała).

Przed samą imprezą nierozstrzygnięta pozostawała jeszcze kwestia jedzenia – czasu spędzonego na trasie było dużo, a miejsca w plecaku bardzo mało. Postanowiłem więc trochę się wspomóc odżywkami. Jako, że jestem bardzo początkujący w tym temacie, to wybór był dosyć przypadkowy:

  • Opakowanie cukierków Isostar High Energy Fruit Boost (10x10g, planowałem brać 1 co 2h)
  • 2x żel energetyczny Trec Extreme Long Energy Gel (1 żel to 2 porcje, więc wychodziło co 4h)
  • 2x baton Trec Baton Booster 100g (żeby się trochę zapchać jak będzie pusty żołądek)
  • 2x czekolada gorzka Alpen Gold (zawsze biorę z przyzwyczajenia) :)

Początkowo miałem startować sam, później dołączył się Radziu. Ostatecznie tydzień przed imprezą do naszej krucjaty dołączyli jeszcze Marek i Łukasz. Zapowiadał się więc ciekawy Kierat – na brak towarzystwa nie mogłem liczyć. Ze znajomych mi nazwisk na liście startowej widziałem oczywiście Maćka Więcka, z którym dzień wcześniej biegłem Kraków City Race; Daniela poznanego podczas Icebug Winter Trail (ostatecznie nie wystartował z powodu przygotowań do Biegu Rzeźnika – trzymam kciuki w czerwcu!) oraz chłopaków z Radomska: Dariusza i Roberta (o ile dobrze pamiętam to na Bike Orient mówili, że również planują złamać 20h).

W dniu startu oczywiście dalej bolą mnie nogi – minimalnie, ale zawsze to inne uczucie, niż „rozpierająca energia” :) Wyjeżdżamy z Radziem z Krakowa dosyć wcześnie, bo już o 14:30, co by nie powtórzyć błędu z poprzedniego roku, kiedy przyjechaliśmy dosłownie „na styk”. Na miejscu odbiór pakietów startowych (w tym roku pierwszy raz potwierdzanie PK za pomocą czipów!) i lecimy do szkoły się ogarnąć. Słońce grzeje niemiłosiernie, dlatego niechętnie ubieram na siebie komplet bielizny termoaktywnej. W tym momencie zdaję sobie sprawę z tego, że nie pomyślałem o spakowaniu zwykłej koszulki do biegania, więc zostaje mi opcja: albo termoaktyw, albo nic…

2 odpowiedzi do “XI MEMP Kierat

  1. Daniel

    Paweł, umawiamy się na przyszły rok! Ty będziesz trzymać tempo, ja nas nie zgubię – 18h jest nasze!
    BTW Pomny Icebuga, czytałem przede wszystkim poziomice. W paru miejscach niezłe przewyższenia nabijałeś. Pomysł z torami na końcówkę też raczej krajoznawczy – Gosia musi być spoko laska, że chciałeś z Nią spędzić tyle czasu ;)

    Dzięki za kciuki, przydadzą się jak cholera!
    Good job!

    1. Paweł Wolak Autor postu

      Właśnie dziwna sprawa z tymi przewyższeniami, wrzuciłem teraz .gpx do Runkeepera, który mierzy wszystko na podstawie danych od Google i w efekcie wyszło 97,98km i 3302m w pionie :D Co do dystansu mógłbym się jeszcze jakoś zgodzić, bo patrząc na track na pewno nie nadłożyłem aż 10km, a w paru miejscach dosyć pościnałem, ale z tą wysokością to chyba już jednak przekłamane sporo, na samej wtopie pod PK5 dołożyliśmy sobie 300m :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *