Endomondo

Wings for Life World Run

wings
Szczegóły imprezy
100 km 5h 50 min
okolice Poznania 04.04.2014
70 m wietrznie, pochmurno

Już samo określenie „World Run” w nazwie imprezy brzmiało dumnie i potrafiło niektórych przyprawić o dreszcze :) Nie bez przyczyny, bo było to wydarzenie pod każdym względem niezwykłe. Czegoś takiego jeszcze świat nie widział – tysiące uczestników, w 34 lokalizacjach na całym świecie, 4. maja 2014r. równo o 10:00 UTC wyruszyło w niesamowitą pogoń za własnymi limitami – był to bowiem bieg „bez ustalonej mety” i to od uczestników zależało, gdzie i kiedy go ukończą.

Wings for Life World Run to pierwsze tego typu wydarzenie na świecie – bieg z ruchomą linią mety. 30 min po starcie w pogoń za zawodnikami ruszył tzw. „catcher car”. Miał on za zadanie utrzymywać stałą prędkość: przez pierwszą godzinę 15, potem 16, 17, następnie 20 i w końcu – 35km/h! Zadaniem uczestników było jak najdłużej nie dać się wyprzedzić samochodom, co oznaczałoby dla nich zakończenie wyścigu. Mnie przydarzyło się to niestety nieco wcześniej niż się spodziewałem :)

Ale od początku: na pierwsze wzmianki o biegu natrafiłem już po nowym roku. Na portalu bieganie.pl był on reklamowany jako coś nietuzinkowego: niesamowita formuła, rywalizacja z biegaczami na całym świecie, dodatkowo wszystko w celach charytatywnych, aby wspomóc badania nad uszkodzeniami rdzenia kręgowego. „Ciekawe jakby to było wziąć udział w takim wydarzeniu” – pomyślałem. Nie minęło dużo czasu i zaczęły się pojawiać kolejne reklamy, a wraz z nimi nieśmiała wizja uczestniczenia w całym przedsięwzięciu :D W końcu uległem pokusie i stało się – zostałem zarejestrowany.

Do biegu zostały mi 4 miesiące na przygotowania. Byłem wtedy w trakcie planu treningowego na Endomondo, przygotowującego mnie na XI Międzynarodowy Ekstremalny Maraton Pieszy KIERAT 2014, który odbędzie się 23. maja. Nie pozostawało więc nic innego jak przesunąć datę startu w planie na 4. maja i zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby jak najlepiej się przygotować. W miarę upływu czasu wyliczenia Endomondo były coraz bardziej optymistyczne. Organizatorzy jeszcze przed biegiem dali nam możliwość ustawienia własnej poprzeczki, postanowiłem więc pójść na całość – nie było przecież nic do stracenia :)

goal

Jak się bawić, to się bawić – biec maraton i się zabić :D

Tygodnie mijały, raz lepiej, raz gorzej. Im bliżej biegu tym coraz mniej byłem pewny swojej formy. Po roku biegania atak na debiut w maratonie w czasie 3:08 mógł się wydawać nierealny, ale według zapewnień trasa miała być „płaska jak stół, idealna do pobicia rekordu życiowego”. Coś jak kropla optymizmu w morzu pełnym obaw :D Ostatecznym sprawdzianem miał być II Półmaraton po Puszczy Niepołomickiej przebiegnięty na 80-85%. Ukończenie w 1:30 miało rozwiać wszelkie wątpliwości, 1:35 to minimum jakie zakładałem. Skończyło się na 1:35:09, jednak ze sporym zapasem sił – w dalszym ciągu każdy scenariusz był możliwy.

Ostatni tydzień to zbieranie wiedzy teoretycznej do maratonu: jak rozkładać siły, czego unikać, jak się odżywiać itd. Wyszło na to, że wystarczy przez 3 dni obżerać się makaronem i powinno być dobrze – co z przyjemnością uczyniłem :D

W sobotę wyjazd do Poznania – ciężkie 8h w pociągu i jestem, o dziwo punktualnie. Zostały jeszcze 4h na odebranie pakietu startowego, toteż ruszyłem w kierunku Poznańskiej Malty aby to uczynić. Dotarcie na miejsce trochę mi zajęło (głownie z winy aplikacji „jakdojade” – nie wiedzieć dlaczego w święto pokazywała sobotni rozkład – tak popularna aplikacja chyba powinna to przewidzieć? :) Odbieram pakiet startowy i jadę na rynek szukać mojego hostelu.

asics

Tomorrow, we run. Moja wersja (close enough) :D

Do wieczora nie bardzo było co robić, a że nocowałem 200m od rynku – głupio było nie skorzystać. Na miejscu sporo turystów i jakaś akcja – po chwili dowiaduję się, że jest to kolejna edycja gry Check-In Poznań. Polegało to na pobiciu rekordu jednoczesnych „zameldowań” na rynku w Poznaniu w aplikacji Foursquare. O 19:30 zabawa ruszyła i szybko udało się dobić do ponad 300 „check-inów”, bijąc dwukrotnie zeszłoroczny rekord. Dodatkowo każdy z uczestników otrzymał od miasta fajną koszulkę za udział. Ja jako przyjezdny dostałem jeszcze drugą, w wersji „dla turystów” :D

10277813_10152189105832893_8142038356398491125_n

Pamiątkowe zdjęcie w trakcie bicia rekordu (fot. Miasto Poznań)

Rano pobudka o 6:20 – budzik był nastawiony na 6:30. Magic. Lecę szybko po bułki do sklepu i biorę się za śniadanie mistrzów: bułka z dżemem + herbata. Podobno nie ma nic lepszego. Wepchnąłem w siebie całe 3, ze średnią półtorej bułki/godzinę. W międzyczasie pakowanie i przed 10 wychodzę. Na Maltę mam ledwo 5 przystanków. Oczywiście, jakbym nie był wystarczająco zestresowany, tramwaj musiał się spóźnić o jakieś 20 minut. Przez ten czas uzbierała się na przystanku całkiem spora grupa biegaczy. Trochę rozmawiamy, co pomaga mi na chwilę przestać myśleć o zbliżającym się wyścigu.

Koło 10:30 jestem na miejscu. WOW. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Setki biegaczy, kibiców, kamerzystów, fotoreporterów. Od razu rzuca mi się w oko znajoma postać – Adam Małysz! Niesamowite, zobaczyć idola z dzieciństwa zaledwie kilka metrów dalej. Zaraz obok niego stoi Jerzy Skarżyński – tego pana chyba nikomu z biegających nie muszę przedstawiać :) Od razu poszedłem do szatni się przebrać, bo przecież nie zrobię sobie z nimi zdjęcia ubrany jak turysta :D

W szatni poznaję Kamila – bardzo sympatycznego chłopaka. Na rozmowach przed startem czas schodzi nam do 11. W międzyczasie dowiaduję się od kogoś, że Małysza już nie ma, bo też poszedł się przebrać, więc nie mam się co spieszyć. Pewnie jedyna okazja w życiu, żeby przybić mistrzowi piątkę, przepadła :(

O 11 idziemy oddać rzeczy do depozytu. Gdy wychodzimy z budynku plac startowy zaczyna się już zapełniać.

IMG_20140504_112758

Godzinę przed startem…

Towarzyszą temu mieszane uczucia: w duszy, gorąco! Ciału jednak zimno. Oj, bardzo zimno. Można powiedzieć, że pogoda dopisała, bo właśnie na coś takiego liczyłem – najbardziej bałem się, że słońce mocno przygrzeje i będzie koło 20 stopni w cieniu.

Do 11:30 czas zleciał dosyć szybko na podziwianiu kreacji niektórych biegaczy. Najbardziej w oczy rzucała się grupa „Spartanie dzieciom”. Nie zabrakło również takich osobistości jak choćby Darth Vader :D

30 minut przed startem zostaliśmy poproszeni o udanie się do stref startowych. I tutaj niespodzianka, bo ludzi ze strefy A i B można było dosłownie policzyć na palcach. Trochę to smutne, że tak mało „profesjonalnych” biegaczy włączyło się w udział w biegu. Ja zostałem przypisany do strefy C, która była już znacznie liczniejsza. W międzyczasie przeprowadzam małe rozeznanie wśród sąsiadów, jednak na hasło maraton odpowiadają jedynie uśmiechem, mówiąc, że oni lecą na 30km. Cóż, najwyżej mi też się nie uda, teraz już za późno, żeby się wycofać – skoro wszystkim powiedziałem, że przebiegnę maraton, to będę walczył do końca!

Mniej więcej 20 minut przed startem prezentacja vipów, wśród nich znajduje się prezydent Poznania, pan Ryszard Grobelny. Wielki szacun dla niego, miło by było tak samo zobaczyć pana prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego na starcie Cracovia Marathon :D Następnie redaktor naczelny miesięcznika Runner’s World (który swoją drogą prenumeruję :D) przeprowadza rozgrzewkę. Standardowo skip a, skip c itd. Podczas rozgrzewania rąk zapada mi w pamięć jeden cytat z Roberta Korzeniowskiego, na który wszyscy reagują uśmiechem: „jak już nie mogę iść to idę rękami”.

Na koniec miało być jeszcze jedno specjalne ćwiczenie. Chyba każdy zadawał sobie pytanie co to może być takiego, zwłaszcza gdy pan redaktor powiedział, że będziemy potrzebowali do tego drugiej osoby. W końcu zagadka została rozwiązana i ponad tysiąc biegaczy na poznańskiej Malcie tonęło we wzajemnych uściskach.

3 minuty przed startem zostaje odtworzona, bardzo dobrze mi znana, oficjalna piosenka imprezy. Często, gdy traciłem zapał to ona sprawiała, że wracała mi motywacja do biegania.

Minuta do startu: linie rozdzielające strefy startowe zostają opuszczone, można podchodzić do przodu. To już zaraz. Start! 12:00 czasu lokalnego, 10:00 UTC,  prawie 1200 osób tu i 35,000 na całym świecie rozpoczęło ucieczkę przed samochodem pościgowym.

3 odpowiedzi do “Wings for Life World Run

  1. MM

    Ach, uwielbiam czytać Twojego bloga! Za każdym razem czuję takie emocje jakbym też uczestniczyła w biegu :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *