Endomondo

Tatranská Šelma Vertical

selma
Szczegóły imprezy
vertical skyrunning
7,2km 2h
Stary Smokowiec 01.08.2015
1427m słonecznie

Po dosyć długiej przerwie od zawodów – głównie ze względu na odpuszczony Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich – apetyt bardzo się zaostrzył. Postanowiłem więc wystartować w polecanych mi przez znajomego zawodach: Tatranská Šelma. Miał to być mój debiut w skyrunningu, nie mówiąc już w ogóle o formule biegu, tzw. verticalu (krótki bieg o dużym przewyższeniu).

Całość rozgrywała się na Słowacji. Trasa biegu wiodła po szlaku turystycznym ze Starego Smokowca na Sławkowski Szczyt. Parametry (podane przez organizatorów) były następujące: 7,2km długości i 1427m przewyższenia. Według TANAP-u czas przejścia to ok. 5-6h. Na zawodach limit wynosił zaledwie 2h. Mimo wszystko zadanie wyglądało na wykonalne – utrzymać średnią 3,6km/h można idąc, a ja zamierzałem momentami podbiegać!

IMGP5219

Chwilę przed odprawą. Na tego skurczybyka schowanego za drzewami będziemy wbiegać!

Na miejscu byłem ok. 8 rano (start przewidziano na godzinę 9), prosto z tygodniowych wakacji w Bukowinie. Tutaj niespodzianka, bo przy odbiorze pakietu startowego widzę znajomą twarz :)

IMGP5229

Razem z Vladimirem. Niestety ze względu na kontuzję nie mógł uczestniczyć w biegu, więc pomagał przy jego organizacji.

Ponieważ potrzebowałem mieć ze sobą telefon, zdecydowałem zabrać ze sobą lekki plecak do biegania. Tak wyposażony, byłem w zdecydowanej mniejszości – większość zawodników miała ze sobą co najwyżej pas biodrowy na bidon.

O 8:45 odprawa, z której nie za wiele zrozumiałem. Następnie start – i napieramy. Plan był taki żeby nie zacząć za mocno, ale z drugiej strony – jak biec, to teraz – kiedy jest miejsce i w miarę po płaskim. Tętno momentalnie poszybowało na niebezpieczny pułap 190 bpm i czułem, że długo pozostanie w tym zakresie.

IMGP5235

I ruszyli…

Początek był bardzo chaotyczny. Pomimo informacji organizatorów, żeby ustawiać się na linii startu wg swoich możliwości, na pierwszym kilometrze następowały nieustanne roszady. Po wejściu na węższe szlaki, gdzie tylko chwilami można było wyprzedzać, sytuacja w miarę się ustabilizowała. W międzyczasie wypracowałem taktykę na resztę biegu – tętno 190 – jest źle; 180 – tak trzymaj; 170 – wyprzedzaj! Bieg w takim „pociągu” zawodników był bardzo motywujący, cały czas musiałem się pilnować i „spawać” do poprzedzającego mnie zawodnika, aby utrzymać swoją pozycję.

Pogoda dopisywała, choć niekoniecznie do biegania – grzało niemiłosiernie. Na szczęście miałem ze sobą litr izotonika, który piłem co ok. 5 min. – dzięki temu byłem dobrze nawodniony. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w połowie trasy znajduje się punkt odżywczy właśnie z izotonikiem. Po chwili zawahania – pić czy nie pić – bez zatrzymania ruszyłem dalej, awansując o jakieś 10-15 pozycji po wyprzedzeniu odpoczywających na punkcie zawodników.

IMG_0101

Od tego momentu zaczęło się prawdziwe napieranie. Na szczęście łyda dobrze podawała, dlatego jedyną rzeczą o którą musiałem się martwić była kondycja układu oddechowego. Chwilami pozwalałem sobie na rzut oka na otaczające krajobrazy – coś niesamowitego! Takie oderwanie sprawiało, że momentalnie zapominałem o zmęczeniu i mogłem napierać dalej.

IMAG0407

Wspierając ręce na udach szedłem pochylony pod górę. W takiej pozycji nie byłem w stanie zobaczyć ile jeszcze do końca, co w pewnym sensie mnie pokrzepiało. Przed ostatnim podejściem popatrzyłem jednak do góry, a następnie na zegarek: minęło już 1:20 od rozpoczęcia biegu. Był to moment zawahania, kiedy przestraszyłem się, czy na pewno zdążę – widok tego co mnie jeszcze czekało był naprawdę imponujący. Na szczęście im bliżej szczytu tym więcej turystów, którzy żywo zagrzewali nas do dalszej walki.

IMAG0405

Mniej więcej od połowy peleton bardzo się rozciągnął i można było wyodrębnić grupy biegaczy. Biegnąc w jednej z takich grup (liczącej może 5-6 osób) pod samym szczytem mijaliśmy schodzących zawodników, którzy ukończyli już bieg. Jeden z nich krzyknął, że zostało już tylko jakieś 200m i powinniśmy jeszcze ostatkami siły przyspieszyć. Moi kompani, słysząc to, prawdopodobnie widzieli już tylko metę, w efekcie zboczyli ze szlaku i musieli później przeciskać się pod taśmami odgradzającymi trasę. Tym sposobem, dzięki zachowaniu czujności do końca, przed samą metą awansowałem o kilka pozycji :)

Kilka zdjęć ze szczytu:

IMAG0395v2

IMAG0398v2

IMAG0396v2

Czas oficjalny: 1:35:42. Średnie tętno: 179. Jestem zadowolony, choć mogło być lepiej – momentami czułem spore zapasy sił, jednak nie było jak wyprzedzić innych zawodników. Bardzo spodobała mi się ta formuła biegów i na pewno jeszcze nie raz w niej wystartuję. Samą imprezę również polecam – na jej drugą odsłonę (Tatranská Šelma Ultra) – czyli 55km po Tatrach – nie zdążyłem się zapisać przed zamknięciem limitu (może to nawet lepiej bo w końcu trochę odpocznę od biegania…)

Po biegu o godzinie 15 w hotelu Amalia w leżącej nieopodal Novej Lesnej odbyło się ogłoszenie wyników i dekoracja zwycięzców. Niestety rekord trasy pozostał nieruszony, udało się za to poprawić najlepszy wynik wśród pań. W hotelu można było również spożyć posiłek regeneracyjny będący częścią pakietu startowego – makaron z sosem pomidorowym i oliwkami lub kurczaka „z czymśtam” – z wyglądu za bardzo wyszukany, więc oczywiście wybrałem prosty i smaczny makaron :D

IMGP5353

Widok z hotelu na Sławkowski Szczyt

Kilka spostrzeżeń, które nasuwają mi się jeszcze na koniec odnośnie Słowacji: pozytywne nastawienie Słowaków (oraz innych turystów). Gorąco dopingowali na szlaku, przepuszczali zawodników, w ogóle nie narzekali na to, że ktoś śmiał zorganizować zawody akurat wtedy kiedy oni sobie poszli w góry. Dodatkowo pamiętam jeszcze z jednej z wycieczek biegowych z Vladimirem, gdy wspólnie zbiegaliśmy z Rys i krzyczał „z lewej” bądź „z prawej” to wszyscy z uśmiechem (a czasem nawet podziwem) odsuwali się, żeby nas przepuścić. W Polsce nie ma jeszcze takich zwyczajów i turyści słysząc coś takiego na szlaku popatrzyli by się pewnie dziwnie nie wiedząc o co chodzi. Jednak – mała rzecz, a biegacza cieszy :)

Po drugie – organizatorzy (razem z TANAPem) pokazali, że można zrobić fajny bieg niskim kosztem – wpisowe to zaledwie 10 euro. Tatranská Šelma Ultra, która odbędzie się 22. sierpnia to wydatek 30 euro. Dla porównania – odbywający się tydzień wcześniej Polski Bieg Ultra Granią Tatr, o podobnej charakterystyce, kosztował 350zł od osoby – i to pomimo wielu sponsorów jak np. Salomon. Duży wpływ miała na to również „pazerność” TPN-u, który od każdego zawodnika policzył organizatorom 100zł za ingerencję w przyrodę (czy jak to się nazywa…) Bo na pewno 350 biegaczy będzie miało większy wpływ na środowisko niż tabuny „turystów” zmierzających do Morskiego Oka, z piwem i papierosem w ręce :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *