Endomondo

Mikrorajd#5 – Kraków, Zakrzówek

mikrorajd
Szczegóły imprezy
bike orienteering
23-28 km 3 h
Zakrzówek
Kraków
28.05.2014
? świeżo po deszczu

Obiecałem, że blog będzie o bieganiu i nie tylko – i obietnicy właśnie dotrzymuję :) O Mikrorajdzie usłyszałem już przy 3. etapie, wtedy jednak nie mogłem wziąć udziału ze względu na zajęcia. Tym razem szczęście dopisało – akurat w tym tygodniu zostały one przesunięte na piątek i nic nie stanęło na przeszkodzie, żeby w końcu wystartować w tej imprezie.

A czemu nie jest to kolejny wpis o bieganiu? Bo Mikrorajd to impreza głównie rowerowa. Dla mnie to kompletna nowość, gdyż nigdy wcześniej nie próbowałem „bike orienteering’u” :) Zapisałem się już po terminie – w poprzedni weekend odbył się Kierat i do końca nie wiedziałem, czy zdążę się zregenerować. Na szczęście znalazło się jeszcze jedno dodatkowe miejsce :) Skompletowałem więc wymagany sprzęt (m.in. kask rowerowy, którego nie posiadam) i ruszyłem na miejsce imprezy, czyli Zakrzówek.

Pogoda do końca była niepewna – przez całe popołudnie w Krakowie padał obfity deszcz. Na szczęście ok. 17 trochę się wypogodziło i istniała szansa, że uda się ukończyć rajd „na sucho”. Gdy przyjeżdżam na miejsce, spora część uczestników jest już obecnych. Od razu rzucają mi się w oczy mapniki przytwierdzone do ich rowerów – przy tak profesjonalnym sprzęcie wyglądałem jak totalny nowicjusz :D

Ok. 19 odbyła się odprawa techniczna, kwadrans później wystartowaliśmy. Na początek mocny podjazd pod górę, gdzie czekają na nas mapy z punktami kontrolnymi. Po otrzymaniu mapy oddycham z ulgą – jest ona o wiele prostsza od map do biegów na orientację, z którymi miałem wcześniej styczność. Szybko wytyczam trasę do punktu 1 i jadę naprzód.

Na punkt trafiam bezproblemowo. Dalej zaczyna się lepsza zabawa, ponieważ istnieje kilka możliwości przejazdu – pewny wariant drogami asfaltowymi, albo krótszy, ale wyboisty i błotny – przez pola. Wybieram wariant przez pola, który wydaje mi się prosty nawigacyjnie – cały czas prosto, a potem na skrzyżowaniu w lewo. Błota po drodze oczywiście nie brakuje, ale dopóki da się przejechać to niespecjalnie się tym przejmuję. W końcu dojeżdżam do głównej drogi i wraz z grupą ludzi zaczynam poszukiwania punktu 2. Gdy znajdujemy właściwą ulicę okazuje się, że jest ślepa. Wracam więc do drogi głównej i zaczynam uważnie studiować mapę. W tym samym momencie zawodnik wyjeżdżający z tej samej drogi mówi mi, że jestem na właściwej drodze, trzeba było tylko przejechać przez otwartą furtkę. Rzeczywiście, chwilę później potwierdzam PK 2 i mogę jechać dalej.

Droga do PK 3 była z kolei bardzo prosta – cały czas za drogą asfaltową, nie sposób się zgubić. Na punkcie czeka na nas zadanie specjalnie: krótki bieg z tzw. mapą hipsometryczną. Zadanie wyglądało z początku na łatwe, toteż nie pofatygowałem się, żeby wyciągnąć kompas z plecaka. Szybko jednak się na tym przejechałem, totalnie tracąc orientację już za drugim punktem. Zanim udało mi się znaleźć jakiś punkt odniesienia i zaliczyć kolejne 4 punkty, minęło już sporo czasu. W drogę w kierunku PK 4 ruszałem więc ze sporym opóźnieniem.

Przebieg do kolejnych 2 punktów był oczywisty, toteż ruszyłem szybko w celu nadrobienia ogromnej straty. Pierwszy lampion odnajduję bez większych problemów, choćby za sprawą wydeptanych pokrzyw wokoło :) Drugi punkt, PK 5, nie zawierał perforatora – zamiast tego trzeba było przepisać kod znajdujący się na znaku.

Z wałów ruszam w kierunku PK 6, który znajdował się w kamieniołomie. Tutaj zaczęły się prawdziwe jaja i równo 30 min tracę na błądzeniu, jak się okazuje, w złej części kamieniołomu. W końcu wspólnymi siłami z innym zawodnikiem, Łukaszem, odnajdujemy lampion i razem jedziemy dalej.

Po opuszczeniu kamieniołomu jedziemy dalej wałami i koło MON-u skręcamy na skałki Twardowskiego. W międzyczasie zrobiło się już naprawdę ciemno i nawet z czołówką (w której zapomniałem wymienić baterie po Kieracie, ehh…) mało co widać. W końcu trafiamy na ostatni, 7 punkt i odbieramy mapy do biegu na orientację.

Do końca limitu pozostaje nam 40 min. Dystans to ok. 4km, także wszystko jeszcze jest możliwe. Nasze nadzieje zostają rozwiane, kiedy wchodzimy do lasu, który – tak jak ostrzegali organizatorzy – okazuje się być wierną repliką Puszczy Amazońskiej.  Z trudem udaje nam się odnaleźć 2 punkty, rezygnujemy 10 min przed końcem czasu w drodze do 3. Na mecie zaliczamy jeszcze szybko labirynt i kończymy rywalizację ex aequo na przedostatnim miejscu.

IMG_3114

W labiryncie (fot. Nonstopadventure)

Na koniec jeszcze podsumowanie całego cyklu oraz ogromna wyżerka. Takiej ilości pizzy i obwarzanków nigdzie jeszcze nie widziałem :D Imprezę zaliczam jako udaną – pomimo słabego wyniku (liczyłem na to, że sporo nadrobię w części biegowej) bardzo spodobała mi się rowerowa wersja biegów na orientację i na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę.

mikrorajd

Mikrorajd#5 – Kraków, Zakrzówek

29.64km | 2:52:09 | 209m

pokaż / ukryj znaczniki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *