Endomondo

II Półmaraton po Puszczy Niepołomickiej

polmaratonniepolomice
Szczegóły imprezy
półmaraton
10/21 km 2/3 h
Puszcza Niepołomicka 27.04.2014
? ciepło,
pochmurno

No i stało się! Pierwszy oficjalny półmaraton w karierze mam już za sobą. Wybór padł na II Półmaraton po Puszczy Niepołomickiej, ze względu na niewielką odległość, walory przyrodnicze oraz nieco mniejszą popularność biegu, w stosunku do np. krakowskiego odpowiednika.

Prognozy przed biegiem były różne – na początku chciałem spróbować pobiec na 1:30, potem doszedłem do wniosku, że szkoda się forsować tydzień przed maratonem i założyłem zdecydowanie lżejszą wersję, 1:35. Plan był taki, aby początek pobiec tempem 4:40, a następnie od połowy zbijać do ok. 4:30, wg tzw. strategii „negative split”. Tydzień wcześniej takie podejście doskonale się sprawdziło podczas świątecznego wybiegania, gdzie 18km przebiegłem ze średnim tempem 4:26 (pierwsze 9km 4:40).

Z rejestracją zwlekałem do ostatniej chwili, wahając się jeszcze, czy nie wystartować w konkurencyjnej imprezie – IROkez – IRON ROGAINING – ŻELAZKO 2014. Półmaraton był jednak lepszym wyjściem, jako ostateczny test sprawności przed czekającym mnie 4. maja biegiem Wings For Life World Run.

Punkt 11:00 byłem na miejscu zawodów. Organizatorzy przygotowali ogromny parking, na którym było już kilkaset samochodów – zdecydowana większość wybrała ten środek transportu, choć zapewniony był darmowy dojazd z centrum Niepołomic.

„Miasteczko biegowe” miało w sobie coś szczególnego. Kibice, biegacze, banery sponsorów – to wszystko składało się na niesamowitą atmosferę zawodów. Po załatwieniu formalności  – tutaj szczególne podziękowania należą się p. Uli Nowak, dzięki której w ogóle wystartowałem :) – odebrałem pakiet startowy, a następnie udałem się w stronę startu. Tutaj znowu dla mnie nowość – biegacze odpytują się nawzajem „na ile biegniesz”, szukają partnerów biegowych. Słysząc „1:25” zastanawiam się, czy nie pomyliłem strefy startowej :D Chwilę później spotykam prof. Bieleckiego, który jest nauczycielem w moim byłym liceum. Kilka razy czytałem o jego osiągnięciach biegowych, ale nigdy nie sądziłem, że uda mi się go spotkać na trasie. A tu taka niespodzianka :) Znając jego możliwości postanowiłem, że na początku będę się go trzymał i pobiegniemy razem.

W samo południe wystartowaliśmy. Początek dosyć szybki, wiadomo, człowiek leci za tłumem. Po kilku minutach pozytywne zaskoczenie – długość trasy, którą podaje mi Endomondo, pokrywa się ze znacznikami ustawionymi przy drodze. Tempo pierwszego odcinka to 4:27 – na szczęście w przeciągu tego kilometra kolumna biegaczy zdążyła się już rozciągnąć i można było trochę zwolnić. Kolejne kilometry: 4:39, 4:45, czyli wszystko wg planu. Biegnie się całkiem fajnie, pogoda dopisuje, jest tylko trochę duszno. Po 5km pierwszy punkt odżywczy, a na nim woda. Szybko przekonuję się na własnej skórze, że nie łatwo jest ugasić pragnienie w biegu – mniej więcej połowa kubka ląduje na mnie, zapewniając dodatkowe ochłodzenie. Niektórzy nie przebierają w środkach – kilku zawodników celowo wylewa na siebie całą wodę :D

Zaraz za punktem odżywczym (a może przed?) znajduje się rozwidlenie. Na tabliczce prosto: 21km. W prawo: 10km. W tym momencie widać przewagę liczebną tych pierwszych, zdecydowanie mniej osób zakręca.

Po kilku kilometrach droga zaczęła mi się już powoli dłużyć – tutaj zdecydowanie wygrywają biegi na orientację, gdzie ciągle coś się dzieje. Z odsieczą przybywa moja „grupa wsparcia”, wysyłając wiadomości motywujące na Endomondo :D Gdy dobiegamy do drugiego punktu odżywczego na 11km, postanawiam oderwać się od grupy z którą biegłem i rozpocząć pościg. Na początku efekt jest dosyć mizerny: owszem, przyspieszyłem, jednak z poprzedniego chwilowego tempa 4:50 udało mi się zejść jedynie do 4:40. Później zaczęły się lekkie zbiegi i było już coraz lepiej: 4:33, aż w końcu: 4:21. Tego jednak nie wytrzymał mój organizm i momentalnie złapała mnie kolka. 2 kolejne kilometry to walka o to, żeby to przetrwać i się nie zatrzymywać. Biorę głębokie oddechy niczym karp wyciągnięty z wody, tempo spada znowu do 4:40, ale w końcu udaje się przezwyciężyć słabość, a w miejsce kolki wstępują we mnie nowe siły. Od tego momentu zaczyna się już bieg o wszystko – uda się złamać 1:35, czy nie uda? Kolejne kilometry: 4:09, 4:07, 4:01. Po drodze wyprzedzam kilku zawodników, którzy lekko się przeliczyli na pierwszych kilometrach i teraz idąc zmierzają w kierunku mety.

Na ostatnim kilometrze prowadzi mnie przez chwilę nieznajoma pani na rowerze – mówi, że biegnę ponad 15km/h. Nieźle, ale mogę dać z siebie jeszcze więcej. Co innego pomyślał jednak mój organizm no i znowu nawrót kolki. Głupio było jednak zwalniać słysząc doping kibiców, dodatkową motywacją był również z daleka widoczny zegar, na którym lada moment miało się pojawić: 1:35:00.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

fot. datasport.pl

Niestety, na metę wbiegłem 9 sekund później. Rekord życiowy w półmaratonie poprawiony o 7:34, jednak na maraton w 3:08 to troszeczkę za mało. Dodatkowo ostatni kilometr był trochę oszukany, Endomondo, które przez całą drogę bardzo dobrze się spisywało, pokazało mniej więcej 20,9km – słyszałem, że wielu osobom przytrafiło się to samo :D

IMG_20140427_134548

Zdjęcie po biegu musi być – nie często dostaje się taki medal! :)

Ostateczne wyniki to 20/78 M1 oraz 70/463 OPEN. A już w ten weekend czeka mnie podróż do Poznania, i mam nadzieję – debiut maratoński. Trzymajcie kciuki! :)

pokaż / ukryj znaczniki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *